Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groza. Pokaż wszystkie posty

[2001] Hellblazer: Highwater


Dość często mam okazję czytać o małych, odizolowanych oraz porzuconych społecznościach. O miejscach, gdzie początkowo niegroźne i lekceważone przez mieszkańców idee stopniowo urastają do rangi wielkich, niebezpiecznych wizji. To właśnie owe ośrodki są nierzadko miejscem narodzin jednostek głoszących szalone plany naprawy świata. To właśnie owe jednostki są źródłem licznych dramatów, o których wspominało wielu cenionych pisarzy. Do tych tragedii nawiązywał Cormac McCarthy tworząc swoje mroczne światy, o tych tragediach możemy przeczytać wędrując wraz z Lovecraftem przez ziemie Nowej Anglii, czy przejeżdżając przez Derry Stephena Kinga. Ostatecznie do jednej z takich społeczności zawitał także tytułowy Hellblazer.

[1939-1957] August Derleth - Maska Cthulhu

 

Jak wiele klasycznych opowieści grozy czeka w kolejce na swój debiut w Polsce? Z każdym rokiem coraz mniej. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że od dwóch, trzech lat możemy zaobserwować wzrost zainteresowania pracami sprzed kilkudziesięciu a nawet kilkuset lat. Coraz częściej padają pytania o autorów wcześniej pomijanych czy wręcz zapomnianych, także tych tworzących weirdową pulpę. Naszła nas ochota na zgłębianie podwalin gatunku? A może najzwyczajniej w świecie szukamy odskoczni od horroru współczesnego? Niezależnie od przyczyn zjawiska warto je wspierać – co de facto czynimy – i pielęgnować. W naturalny sposób prośby czytelników znajdują odzwierciedlenie w zapowiedziach poszczególnych wydawnictw. Do oficyny pana Pawła Marszałka, jeszcze do niedawna będącego prawdziwym outsiderem polskiej sceny wydawniczej, dołączają kolejni promotorzy dawnej grozy. Wśród nich ekipa Wydawnictwa IX.

[1985] Thomas Ligotti - Dreams for Sleepwalkers

 

Są takie opowieści, po których czytelnik musi odpocząć. Ochłonąć i nabrać sił. Są opowiadania nie będące właściwie opowiadaniami lecz dziurkami od klucza, przez które próbujemy poznać tajemnice innych światów. Zerkamy i usiłujemy zrozumieć. Obserwujemy zaledwie fragment, ale mi osobiście w zupełności to wystarcza. Nie chciałbym widzieć więcej. Tego całego lunaparku z szalonymi atrakcjami. Dzieci o główkach pokrytych szkliwem, dzieci widzących więcej niż niejeden dorosły. Dziwnych roślin z ostrymi ząbkami i dyniowatej widowni na pokazie pijanego kuglarza. Nie chciałbym trafić do krain pana Ligottiego. Ani w pełni pojąć ich sekrety.

Edgar Allan Poe - Śmiertelny ucisk miłości ["Berenice", "Morella", "Ligeja", "Eleonora"]

 

Wspomniałem ostatnio, że wraz z jesienną chandrą nachodzi mnie często ochota na odkurzanie staroci, pozycji zazwyczaj przegrywających w zmaganiach z wydawniczymi perełkami danego roku. Na pierwszy ogień idą z reguły opowiadania angielskich literatów ery wiktoriańskiej – na czele z dorobkiem pana Dickensa – oraz teksty autorów wzbogacających Bibliotekę Grozy pana Marszałka. Od czasu do czasu znajdzie się jednak i miejsce dla prawdziwego klasyka. Chociażby dla Edgara Allana Poe, któremu obecna literatura zawdzięcza bardzo wiele.

[1976] Savage Sword of Conan #012 / The Hunters of Castle Crimson


Będąc osobą wychowaną na prozie Roberta Howarda – latka lecą a czarna seria od wydawnictwa PIK oraz Amber nadal zajmuje zaszczytne miejsce w moim domu – nie mogę sobie odmówić przyjemności w postaci cyklicznych powrotów do świata dzielnego Cymeryjczyka. Kto z nas nie lubi od czasu do czasu porzucić codzienny, ziemski padół i puścić wodze fantazji? Uciec od korporacyjnego zgiełku, ruszyć wspólnie z barbarzyńskim "Bondem" przez hyboryjskie stepy grabiąc, pijąc i uwodząc półnagie dziewczyny.

[2003] Thomas Ligotti - The Town Manager

 

Na łamach Weird Tales – czasopisma od blisko stu lat skoncentrowanego wokół literatury grozy, science fiction oraz fantasy – publikowało wielu znakomitych twórców. To miejsce spotkań autorów o ugruntowanej pozycji, literatów wskazujących drogę początkującym artystom, jak i jednostek chcących dopiero sprawdzić swoje pisarskie umiejętności. Wśród owych tysięcy nazwisk znalazło się także miejsce dla pana Thomasa Ligottiego. Konkretnie we wrześniu 2003 roku, w trzysta trzydziestym trzecim numerze wspomnianego magazynu.

[2001] Hellblazer: Lapdogs and Englishmen

 

O tym, że tytułowego Hellblazera trudno zaliczyć do grona świętoszków wie każdy, kto choć raz miał przyjemność spotkać owego złośliwca na swojej drodze. Wyszczekany, arogancki, mający w głębokim poważaniu większość praw, antypatyczny okultysta. Jeżeli ktoś korzysta z jego usług to znak, że zawiodły wszystkie konwencjonalne środki. John Constantine. Bezczelny i przysparzający kłopotów. Od zawsze? Artysta Brian Azzarello nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Swojemu przekonaniu daje wyraz wprost, w krótkiej opowieści Lapdogs and Englishmen [pl Francuskie pieski i Anglicy] przenoszącej czytelników do końcówki lat siedemdziesiątych. Do tętniącego nocnym życiem Londynu, do miasta pełnego anarchistycznych idei i głośnych zespołów. Do czasów młodości naszego bohatera.

[1967] Ira Levin - Rosemary's Baby

 

Kilkanaście miesięcy temu postanowiłem dać szansę tytułowi, który chodził za mną od dawna, ale zawsze lękałem się po niego sięgnąć. Bałem się legendy narosłej wokół niniejszej pozycji. Bałem się, że polegnę jako czytelnik i znienawidzę zarówno książkę, jak i film. Koniec końców przełamałem się i zasiadłem do lektury powieści, która od dawna z jednej strony właśnie kusiła, z drugiej odpychała. Nie wiedzieć czemu, mój umysł przyczepił książce Iry Levina łatkę tekstu przereklamowanego. Czytając pochlebne opinie o Dziecku Rosemary [ang. Rosemary's Baby] postrzegałem je w kategoriach pochwał wymuszonych sławą ekranizacji Romana Polańskiego i urzekającą muzyką Krzysztofa Komedy. Na szczęście nie miałem racji.

[1859] Charles Dickens - The Haunted House

 

Okres jesienny to wprost wymarzony czas na lekturę historii niesamowitych, wypełnionych tajemniczymi zjawami wolno i z niemalże wrodzonym dostojeństwem przemierzającymi ciemne korytarze nawiedzonych posiadłości. Zimowe przesilenie, długie wieczory, nadchodzące święta Bożego Narodzenia wszystko to kreuje specyficzny nastrój, który aż wymaga wypełnienia opowieściami zawierającymi elementy nadprzyrodzone, fabułami zacierającymi granice pomiędzy życiem i śmiercią. Ową narastającą fascynację tekstami z dreszczykiem skrupulatnie wykorzystują wydawcy proponując odbiorcom pozycje mające zaspokoić ich czytelnicze życzenia. W połowie dziewiętnastego wieku o wspomniane literackie potrzeby Anglików dbał między innymi Charles Dickens, który pod koniec każdego roku na łamach All the Year Round publikował kilka opowieści o przywołanej tematyce. Dla wielu czytelników ich lektura, przy świecach lub grzejącym miło kominku, urosła do rangi corocznej tradycji, skrzętnie pielęgnowanej w epoce wiktoriańskiej.

[1819] John Polidori - The Vampyre


Zakładam, że zdecydowana większość czytelników darzących szczególną estymą opowieści z dreszczykiem miała w trakcie literackich wycieczek przyjemność stanąć oko w oko z postacią wampira, słowiańskiego wąpierza czy po prostu demona, który chcąc przedłużyć własną egzystencję pozbawia krwi kolejne ofiary. Najsłynniejszym, najbardziej rozpoznawalnym przedstawicielem wspomnianego gatunku jest oczywiście Dracula, terroryzujący śmiertelników rumuński arystokrata, powołany do życia przez irlandzkiego pisarza Brama Stokera. Zapewne przez wielu z nas owa okrutna istota uważana jest poniekąd za niekoronowanego króla gotyckich łotrów, którzy od czasów księcia Manfreda zagościli na łamach tekstów grozy. Warto jednak pamiętać, że postać wampira to nie tylko Dracula i jego kulturowe potomstwo. Zanim świat poznał hrabiego z Transylwanii blisko osiemdziesiąt lat wcześniej na angielskich salonach zaczęła pojawiać się inna, nie mniej przerażająca kreatura.

[1888] Arthur Conan Doyle - The Mystery of Cloomber


Proza Arthura Conan Doyle’a to nie tylko brawurowy Sherlock Holmes i jego wierny kronikarz doktor Watson, lecz także opowiadania z dreszczykiem, opowieści które z pewnością doceniliby tacy fascynaci ghost story jak John Polidori czy państwo Shelley. Historie okraszone dużo większą dawką grozy, niż chociażby The Hound of the Baskervilles bądź The Adventure of the Devil's Foot. Historie, które poznawane – jak nauczał Ambrose Bierce  – w "odpowiednich warunkach" potrafią zawładnąć wyobraźnią czytelnika.

[1892] Arthur Conan Doyle - Lot No. 249

 

Przed paroma dniami dwójka znajomych przypomniała mi jedno z tych opowiadań, o których czytelnik – nieustannie atakowany kolejnymi premierami współczesnych pisarzy – chcąc nie chcąc zapomina. Choć Mumia zmartwychwstała [ang. Lot No. 249] została opublikowana blisko sto trzydzieści lat temu, konkretnie na łamach amerykańskiego Harper's Monthly Magazine, wypada uznać owe opowiadanie jako jeden z ciekawszych przykładów tekstów grozy autorstwa Arthura Conan Doyle’a.

[1968] Night of the Living Dead


Night of the Living Dead. Nie tak dawno obraz George’a Romero obchodził czterdzieste trzecie urodziny. Minęło blisko pół wieku od czasu wprowadzenia do kultury masowej postaci zombie [w ujęciu właśnie Romero], a mimo to motyw zmarłych powstających z grobów nadal zachwyca. Uniwersum The Walking Dead Roberta Kirkmana, beletrystyka, kontynuacje i przeróbki kinowych nieumarłych, saga Resident Evil, to tylko bardziej znane przykłady wykorzystania spuścizny wspomnianego reżysera. Ich rosnąca popularność pokazuje, jak wielkim wydarzeniem w popkulturze było pojawienie się żywych trupów. Oczywiście, nieumarłych łaknących krwi można było spotkać wcześniej. Wypadałoby chociażby wspomnieć powieść Richarda Mathesona I am Legend z 1954 roku, czy film Johna Gillinga z 1966 roku – The Plague of the Zombies. Niemniej, dopiero Romero zrealizował pomysł umarłego wstającego z grobu celem pałaszowania ludzkiego mięsa. U Mathesona zombie przypomina bardziej wampira, natomiast Gilling zapożyczył go z mitologii voodoo.

[1967] The Shuttered Room


Biografia Howarda Phillipsa Lovecrafta autorstwa Joshiego to pozycja doprawdy fascynująca. Wychwalać jednak jej zalet w sposób rozwlekły nie zamierzam, przynajmniej nie w tym momencie, ale wszystkich zainteresowanych już teraz zachęcam do zapoznania się z nią, gdyż na polskim rynku stanowi nieocenione źródło (słowa uznania dla Mateusza Kopacza, tłumacza owej książki) informacji na temat życia i pracy twórczej „dżentelmena z Providence”. Co jeszcze ważniejsze, książka inspiruje do ciągłego uzupełniania wiedzy o Lovecrafcie oraz przypomina o wpływie jego dokonań na współczesną popkulturę. Ta ostatnia kwestia została szczegółowo przedstawiona w rozdziale Twa sztuka nie odeszła (1937-1996), gdzie możemy przeczytać między innymi o pośmiertnych publikacjach dzieł Lovecrafta, zatargach o spuściznę po zmarłym pisarzu, czy właśnie oddziaływaniu jego twórczości na kulturę masową.

[1964] Children of the Damned


Children of the Damned to kino niekoniecznie dla widzów szukających mocnych wrażeń. Horror? Dzisiejszy widz może mieć opory przed nazwaniem go w ten sposób i chyba nie należy się temu zbytnio dziwić. Premiera Children of the Damned miała bowiem miejsce 24 stycznia 1964 roku, blisko pięćdziesiąt lat temu. Przez ten czas zmianie uległo niemalże wszystko, a już na pewno realia, w których film powstawał. Początek lat sześćdziesiątych to okres gorącej polityki mocarstw, jak również narastające w społeczeństwie poczucie zagrożenia wywołane groźbą kolejnego zbrojnego konfliktu na skalę światową.

[1963] The Haunted Palace


The Shunned House Howarda Lovecrafta, The Haunting of Hill House Shirley Jackson, Hell House Richarda Mathesona. Przykłady najpopularniejszych opowieści o starych, nawiedzonych posiadłościach. Cechą charakterystyczną tych powieści była ponura narracja, poczucie wszechobecnej grozy, szaleństwo bohaterów, niekiedy ich śmierć. Zdarzało się jednak i tak, że owe zamczyska, pałace były jedynie miejscem mrocznych wydarzeń (The Castle of Otranto Horacego Walpole’a, The Rats in the Walls Howarda Lovecrafta). Tłem, na którym rozgrywały się historie nie mniej straszne od opowieści z duchami.

[2006] Ambrose Bierce - Terror by Nigth: Classic Ghost and Horror Stories


Kilka lat temu miałem przyjemność recenzować zbiór opowiadań Czy to się mogło zdarzyć?[1] będący – w moim przekonaniu – kwintesencją stylu Ambrose Bierce’a. Historie w nim zawarte nie tylko stanowiły znakomity przykład literatury niesamowitej, ale także dzięki specyficznej prezentacji zarówno zjawisk nadprzyrodzonych jak i okropności dnia codziennego, na długi czas stały się wyznacznikiem jakości, podług którego dobierałem kolejnych autorów wspomnianego gatunku. Bierce zbiorem Czy to się mogło zdarzyć? zdobył moje zaufanie i sprawił, że z niecierpliwością czekałem na kolejne publikacje jego tekstów.

[1950] Richard Matheson - Born of Man and Women


Peter Watts nazywa rodziców, nie tylko tych świeżo upieczonych, zidiociałymi obywatelami, ludźmi wpatrzonymi we własne dziecko i nic poza tym. Dla takich jak oni, ich latorośle są najważniejszymi stworzeniami pod słońcem, świata bez nich nie widzą. Ma rację? W pewnym sensie na pewno, lecz wierzę też, że facet nie generalizuje, bo w przeciwnym razie pomyliłby się wielce. Rodzice są tak różni, jak różni bywają ich dzieci. Bywają źli? Owszem.

[1906] Algernon Blackwood - The Empty House


Trudno mówić o prozie Algernona Blackwooda w oderwaniu od problematyki dotyczącej motywu Natury i jej korelacji z rasą ludzką. Rywalizacja potężnych sił przyrody z niszczycielską działalnością człowieka to zagadnienie wielokrotnie przez pisarza podejmowane, jak również modyfikowane wraz z narastaniem u Blackwooda jego życiowych doświadczeń. Temat odnajdujemy w sztandarowych, przepełnionych wojenną atmosferą, ale subtelnie stonowanych Wierzbach (1907), jak i chociażby w opowiadaniu Sand (1912), gdzie wizja wspomnianej konfrontacji została przedstawiona z kolei w sposób bardzo wymowny. Interesujący obraz sił pradawnych, niezrozumiałych dla człowieka ucywilizowanego spotykamy również w Pustym domu, tekście opublikowanym po raz pierwszy w zbiorze The Empty house and other ghost stories (1906).

[1883-1918] Mary Wilkins Freeman - The Wind in the Rose-Busch


Chcąc odetchnąć po grotesce zaserwowanej przez Bierce’a sięgnąłem po teksty Mary Wilkins Freeman, pisarki będącej w moim wyobrażeniu stylistycznym przeciwieństwem autora zbioru Nadprzyrodzone. Skąd taki wybór? Choć daleki jestem od oceniania książek po okładce, właśnie ona przykuła moją uwagę. Twarz krzyczącej dziewczyny zasłaniana kościotrupią dłonią dawała nadzieję na opowiadania grozy bardziej wyraziste pod względem atmosfery typowej dla klasycznego horroru[1].