Będąc nastolatkiem często sięgałem po pozycje ukazujące przygody bohaterów wykreowanych przez Roberta Howarda. Także dzisiaj do nich wracam – po części z sentymentu, częściowo z tęsknoty za jakże barwną i niesamowitą rzeczywistością ery hyboryjskiej.
Kilka miesięcy temu postanowiłem zacząć nadrabiać graficzne przygody słynnego barbarzyńcy. Do momentu wystartowania kolekcji Conan Barbarzyńca od Hachette Polska [pod koniec 2017 roku] nie miałem większej styczności z komiksowym uniwersum czerpiącym z twórczości pana Howarda. Owszem, kojarzę tych kilka zeszytów od wydawnictwa TM-Semic a nawet wielki album od Mandragory, jednak owe pozycje nie przykuły mojej uwagi na dłużej. O ile dobrze pamiętam przeszkadzała mi jakość wydania wspomnianych komiksów.

